To była bardzo smutna, deszczowa sobota – 11 października 2025 roku – w wypełnionym po brzegi kościele św. Jana Pawła II, a potem na krzeszowickim cmentarzu żegnaliśmy Pana Bogusława Kisiela, Krzeszowiczanina z wyboru, człowieka wielkiej szlachetności, pogody ducha, powszechnie znanego, lubianego i szanowanego.

My, Interwencyjny Zespół Pomocy Międzyludzkiej z wielkim smutkiem żegnaliśmy także naszego najserdeczniejszego i najwierniejszego Przyjaciela, związanego ze Stowarzyszeniem od samego początku – od 1992 roku – najdłużej z nas. Trudno nam sobie wyobrazić, jak to będzie bez Pana Bogusława, bez Bogusia… Nie lubił wielkich, patetycznych słów. Widział potrzebę, więc pomagał. Przez wiele lat rozwoził paczki świąteczne dla dzieci z najuboższych rodzin. Kwestował od wczesnego świtu – przywoził pod kościół baner z naszym logo, rozwijał, przymocowywał, przyjeżdżał też wieczorem, żebyśmy nie były same w zapadającym zmroku.
Troszczył się dyskretnie o wszystko. Do końca był aktywny, uczestniczył w działalności Zespołu nawet wtedy, gdy zmagał się z wieloma problemami, opiekował się ciężko chorą żoną, sam miał kłopoty ze zdrowiem. Znajdował jednak czas i siły dla pracy charytatywnej, wykorzystywał swoją wiedzę, doświadczenie, kontakty, by znaleźć rozwiązanie ludzkich dramatów lub chociaż załagodzić jakąś troskę czy nieszczęście.
Zachowywał dystans, był skromny i autoironiczny, a przecież wiedzieliśmy, że Jego serce bije mocno, jest żarliwe i gorące. Często milczący, znajdował jednak okazję, by każdego obdarzyć uśmiechem, dobrym słowem, eleganckim gestem, opowiedzieć anegdotę, żart, który wnosił radość w nasze spotkania i wykonywaną pracę. Był w Nim spokój, była dobroć, tolerancja, łagodność, ukrywana starannie czułość. Był wspaniałym mężem, ojcem i dziadkiem. Miał wielu przyjaciół. Wiedzieliśmy, jak bardzo byli dla Niego ważni, jak przeżywał ich odejścia; z każdym z nich, a szczególnie w chwili śmierci żony, odchodziła też cząsteczka Jego pogody ducha i życiowej radości. Starał się jednak tego nie okazywać, nie sprawiać sobą kłopotu, lecz właśnie tym bardziej służyć innym i być wśród nas.
Sam także odszedł cichutko i właściwie będąc „w drodze”… Cieszył się na imprezę, którą przygotowywaliśmy dla osób starszych i samotnych w Dolinie Dubia. Lubił to miejsce, lubił być wśród ludzi, a oni odwzajemniali Jego dyskretną serdeczność. Już nie zdążył!…
Mieliśmy jednak szczęście, że wcześniej było tyle tych pięknych, dobrych, wspólnych chwil.
Ile razem dni przebytych?
Ile ścieżek przedeptanych?
Ile deszczów, ile śniegów
wiszących nad latarniami?
…
Ile w trudzie nieustannym
wspólnych zmartwień, wspólnych dążeń?…
Pragniemy wszystkie takie chwile – spotkań, rozmów, uśmiechów, drobnych przyjaznych gestów- ocalić od zapomnienia. I tę życiową mądrość, dystans, czułość serca…
Jesteśmy wdzięczni losowi, że był wśród nas.
Zarząd Interwencyjnego Zespołu Pomocy Międzyludzkiej
Epitafium dla Taty
Nasze serca są przepełnione ogromnym smutkiem i żalem. Jestem absolutnie przekonana, że wielu mieszkańców Krzeszowic dzieli z nami ten ból, gdyż Bogusław Kisiel, nasz Tatko był wyjątkowym człowiekiem. Cechowała go olbrzymia empatia, prawość, uczciwość, skromność, chęć niesienia pomocy wszystkim potrzebującym. Jego osobowość, goszczący na twarzy uśmiech, powodowały, że był osobą lubianą i miał wielu przyjaciół, którzy wiedzieli, że zawsze mogą na niego liczyć.
Tatko urodził się w 1937 roku w małej wiosce Siekierno u podnóża Gór Świętokrzyskich. Kiedy skończył dwa lata, umarła jego mama, a ojciec zajęty był pracą na roli i nie poświęcał mu zbyt wiele czasu. Jego wychowaniem zajmowali się kilkunastoletni starszy brat i siostra. Po szkole podstawowej podjął naukę w szkole zawodowej, gdzie jego nauczyciel dostrzegł ponadprzeciętne zdolności chłopca i poradził bratu, aby zapewnił mu możliwość kontynuowania nauki. Brat Przemek, który był leśnikiem, skierował go do Technikum Drzewnego w Żywcu. Dalszą wiedzę zdobywał na wydziale Technologii Drewna w SGGW w Warszawie. Tatko kochał swój zawód i był wybitnym w skali kraju specjalistą w tej dziedzinie.
W Żywcu na licealnej potańcówce poznał naszą mamę. Oboje mieli po szesnaście lat. W roku 1959 wzięli ślub. Ich związek przetrwał 70 lat.
W roku 1961 wraz z rodziną przeniósł się do Krzeszowic, gdzie zaczął swoją pracę zawodową jako kierownik działu tarcicy w tutejszym tartaku. Na przełomie lat 60/70 był kierownikiem tartaku w Suchej Beskidzkiej. Od roku 1972 zaczął ponownie pracować w tartaku w Krzeszowicach jako jego dyrektor. Pozostał na tym stanowisku do emerytury.
Tatko wrósł w środowisko Krzeszowic, zaangażował się w działalność społeczną i charytatywną. Czuł się związany z Krzeszowicami, chociaż w duszy zawsze był wierny swoim stronom rodzinnym, tj. Kielecczyźnie.
Po śmierci mamy w styczniu zeszłego roku załamał się – nie mógł się pogodzić z faktem, że jej już nie ma. Nie stronił do ludzi, ale w jego oczach widać było ciągły smutek… Od stycznia zeszłego roku codziennie, bez względu na pogodę, był u mamy na cmentarzu, mimo że musiał w tym celu przeciskać się przez otwór w zamkniętej bramie. Problemy z poruszaniem powodowały, że przemierzenie drogi od furtki do grobu było poza jego zasięgiem.
29 września nasz najukochańszy Ojciec niespodziewanie trafił do szpitala. Odszedł 8 października w obecności najbliższych, przytulany i zapewniany o bezgranicznej miłości.
Tatko, Dziadek, Pradziadek był naszą opoką i niedoścignionym wzorem. Pokazał, co jest w życiu ważne, nauczył miłości do drugiego człowieka. Bardzo inteligentny, ciągle poszerzający swoje horyzonty, był absolutnym zaprzeczeniem stereotypów przypisywanych ludziom w jego wieku, był zawsze młody duchem.
Jego dobroć i chęć niesienia pomocy innym będzie dla nas wszystkich inspiracją. Zawsze gotowy do wsparcia, nie zważał na to, kto potrzebuje pomocy, tylko działał. Jego serce było ogromne, a ręce zawsze otwarte dla tych, którzy tego potrzebowali. To dzięki niemu wiele osób poczuło, że nie są same, że ktoś o nich pamięta i chce im pomóc. Tato pokazywał, jak ważne jest, by dzielić się tym, co mamy i być dla innych oparciem w trudnych chwilach.
Dziękujemy Ci, Tato, za wszystko, co dla nas zrobiłeś, za Twoje serce i za to, że byłeś taką osobą, na którą zawsze można było liczyć. Twoja mądrość, uczciwość i chęć pomagania innym będą z nami na zawsze. Będziemy Cię kochać i wspominać z dumą i czułością.
Żegnaj, Tato.
W imieniu Rodziny – Małgorzata Tomczyk i Maryla Kamińska, córki
Interwencyjny Zespół Pomocy Międzyludzkiej w Krzeszowicach